Zastanów się, czy Twój kot jest u Ciebie bezpieczny? Jakie zabezpieczenia chronią Twego pupila przed nieszczęściami czyhającymi w domowych zakamarkach? Jakie niebezpieczeństwa czekają na kota poza domem? Czy masz zabezpieczone okna? Jeśli nie, to zapoznaj się z zakładką poświęconą bezpieczeństwie kota w domu i poza nim.
Na tej stronie chciałabym napisać o rzeczach, o których często nie myślicie Państwo przed zakupem kota, a jeśli nawet myślicie, to nie traktujecie zbyt poważnie, bo nie mieszczą się w kanonie ogólnie przyjętych prawd i poglądów na temat kotów w domu. Ja jednak poproszę o chwilę cierpliwosci i doczytanie tej zakładki do końca, mam nadzieję, że choć u części z Państwa uda mi się zmienić te ogólnie przyjęte, często nieprawdziwe i krzywdzące, "prawdy".
KASTRACJA
Ciągle postrzegana jest jako zło konieczne, rodzaj okaleczania zwierzęcia. Przeciwnicy kastracji odwołują się do idei wolnosci, swobodnego korzystania z życia i życia zgodnego z naturą. Nie będę tu używała argumentów o zwiększaniu populacji bezdomnych kotów, bo to najwyraźniej nikogo nie wzrusza. Chciałabym zwrócić uwagę Państwa na inne, może trochę bliższe przeciętnemu człowiekowi aspekty.
Po pierwsze, z chwilą kiedy zwierzę jest pod opieką człowieka, kończy się jego życie "zgodnie z prawami natury". Ludzie wyznający ten pogląd nie powinni swoich kotów wpuszczać do domu, dopieszczać Royalem, a jeśli zachorują, pozwolić im zgodnie z naturą wyzdrowieć albo umrzeć. Nie ma czegoś takiego, jak "częściowe życie w zgodzie z naturą", jak nie można być "częściowo w ciąży". Argument ten jest więc z gruntu nieprawdziwy, "szyty na miarę", tak żeby w danym momencie usprawiedliwić nasze zachowanie. Właściciele psów nie powinni w takim razie trzymać swoich pupili w ogrodach, a pozwolić im swobodnie biegać po okolicy, aby zgodnie z naturą moły kogoś pogonić, obszczekać, czasami może nawet poszarpać za nogawkę. Jesteśmy odpowiedzialni za zwierzę, które zamieszka w naszym domu, i to nasz dom staje się jego naturalnym środowiskiem.
Kastracja nie ogranicza kotu spełniania jakichś potrzeb, po prostu tych potrzeb nie ma. Nie ma utraty przyjemności tam, gdzie nie ma łaknienia. To my, ludzie, pamiętając o przyjemnościach związanych z tą sferą życia, przypisujemy kotu własne poglądy. Kot poglądów nie ma, ma jedynie wysoki poziom testosteronu, jeśli nie jest wykastrowany, bądź estrogenów w przypadku kotki, i musi ten nadmiar jakoś rozładować. Nawt nie wie, czemu to służy, gdyby koty parzyły się z innych powodów, wówczas obserwowalibyśmy to , podobnie jak w ludzkim świecie, o każdej porze roku, ot tak dla przyjemności. Tak jednak nie jest.
Po drugie, znaczenie. Kocur, który nie jest wykastrowany, ma bardzo silny instynkt terytorialny. Obejmuje sobie jakiś teren w posiadanie, i jego granice oznacza nie tylko moczem, ale również specjalną wydzieliną o zapachu najzwyczajniej w świecie dla ludzkiego nosa ohydnym. Jeśli kot mieszka w mieszkaniu i nie wychodzi na zewnątrz, wówczas właściciele sami bardzo szybko dostrzegaja absurdalność argumentu związanego z życiem w zgodzie z naturą i bardzo szybko kota kastrują, ponieważ dla takiego kota granice terytorium to ściany mieszkania. Gorzej przekonać tych, którzy mają koty "wychodzące", ponieważ kot oznacza teren "gdzieś daleko". Mogą to być np. drzwi sąsiada, który nie jest niczemu winien ale będzie miał codziennie na świeżo "spryskane" schody, albo ulubiony krzew w ogródku, albo piaskownicę dla dziecka. Może to przekona niedowiarków, zwłaszcza że kiedyś ich kot zestarzeje się osłabnie, i nie będzie już miał siły bronić swojego terytorium, więc w ramach rewanżu to do Państwa przyjdzie kot sąsiada, który też chce, żeby jego zwierzę żyło w zgodzie z naturą, i granica jego terytorium może wypaść na Państwa wycieraczce... Oprócz znaczenia, koty walczą o swoje terytoria, i ja osobiscie nie zniosłabym widoku poszarpanych uszu i innych ran u mojego kota.
Trzecia sprawa to ta, o której napomknęłam na początku, że nie będę się nad nią rozwodziła, ale jednak do niej wrócę. Chodzi mi o niekontrolowany rozród. Spotkałam się z twioerdzeniem, że to problem właścicieli kotek (to jak się dawniej mawiało, że lepiej mieć syna niż córkę, bo syn problem z domu "wynosi", a córka "przynosi", ale myślę, że z moralnością pani Dulskiej czas już skończyć). Prawda jest jednak taka, że kocur nie wie, czy kotka jest kastrowana czy nie, i będzie "atakował" każdą, i "zgwałci" nawet tę wykastrowaną, która wcale na to nie ma ochoty, ale jest z definicji słabsza. Dzieci z tego nie będzie, ale przymuszanie do czegoś, na co się nie ma ochoty, jest chyba marną przyjemnością, zwłaszcza że akt kopulacji jest u kotów aktem bolesnym, stąd zapewne tak silny popęd w okresie rui. I stąd brak zachowań seksualnych, gdy tej rui nie ma. Kocur, który nie będzie wykastrowany, będzie bił i gnębił wszystko co jest kotopodobne w okolicy, nawet wykastrowanego kota sąsiada, który niczemu nie jest winny i w niczym mu nie zagraża. Proszę sobie to przemyśleć, i postawić się w sytuacji, w której to Państwa np. stary już kot jest systematycznie bity przez "młodego boga" który właśnie zamieszkał w domu obok. Takie swobodne zachowanie nie jest tolerowane w przypadku psów, nie dlatego że one nie zasługują na życie "w zgodzie z naturą", ale po prostu dlatego, że się ich boimy, bo mogą zrobić nam krzywdę, a kot ucieknie na sam nasz widok. Ale niech ta prawda, może nie najprzyjemniejsza, uświadomi nam, jak łatwo dorabiamy sobie ideologię do różnych trudnych spraw.
I jeszcze parę słów o kotkach, żeby nie było tak, że tylko właścicielom kocurów się dostaje. Właściciele kotek po prostu szybciej rozumieją problem, bo kotka do domu wróci i tam urodzi kocięta, zgodnie z naturą, ale to już jest pewien kłopot dla właściciela, o czym wie każdy, komu się taki prezent przytrafił. Wielu właścicieli ucieka w podawanie kotkom hormonów, ale ja przestrzegałabym przed tym, bo podawanie hormonów bardzo silnie wywraca gospodarkę hormonalną i metabolizm samej kotki, co najczęściej kończy się ropomaciczem, a wtedy operacja (równoznaczna z kastracją tak czy inaczej), niekiedy niestety śmierć. Oczywiście odezwie się tu wiele osób, które stosowały u swoich kotek hormony i nic się nie stało, ale to jest tak, jakbyśmy mówili, że znamy osoby które palą papierosy i żyją, czyli że papierosy wcale nie szkodzą.
Kastracja jest jedynym sposobem na szczęśliwego, zadowolonego i spokojnego kota, i na spokojne, kulturalne i bezkonfliktowe życie z naszymi sąsiadami. Oni w końcu też zasługują na trochę uwagi.
Artykuł napisany przez
właścicielkę hodowli kotów
brytyjskich Agilis Cattus*PL
Dorotę Szadurską
skontaktuj się
